piątek, 28 stycznia 2011

Zlepek

Wreszcie zaliczyłam język portugalski. Może nota nie jest jakoś mega satysfakcjonująca, ale naprawdę cieszę się, że wreszcie mam to za sobą i jestem trochę do przodu. Egzamin ustny, całkiem prosty i w miarę przyjemny dzięki dodatkowej obecności mojego byłęgo nauczyciela z kursu intensywnego, przy którym czułam się bardziej komfortowo niż przy obecnej pani nauczycielce. Później małe uczczenie mojego małego tryumfu obiadem z Rahel. Poszłyśmy na francesinhę (http://en.wikipedia.org/wiki/Francesinha) mmm :D oczywiście tym razem wzięłyśmy na pół. Inaczej byśmy stracił 1-2h na zjedzenie tego po czym nie mogłybyśmy się ruszyć,a później w planach była nauka. Może i danie wygląda jak tłusty fast-food. Niemniej jednak jest to pyszne, a podstawą jest tutaj sekretny sos :)
Chciałam dodać kilka rzeczy do ostatniej notki, bo chyba nie opisałam. Na zamku w Lizbonie- Castelo do Sao Jorge spotkaliśmy jakiegoś pana, który wyglądał na bezdomnego, ale mówił pięknie po angielsku. Nawet nie wiem czemu zaczął z nami rozmawiać o kotach, których pałętało się tam pełno. Pan przedstawił nam królowę kotów o imieniu Fufinha. Podobno wszystkie koty na zamku czyli około 23 należą do niego :D

Ostatnio pomimo wietrznej i zimnej pogody było piękne słonko w Coimbrze, więc stwierdziłam, że pouczę się gdzieś w parku na ławce. Przez około godzinę miałam spokój, potem dosiadł się do mnie kolega. Niemożliwością jest tutaj wyjść gdziekolwiek-do sklepu, na zajęcia i nie spotkać kogoś znajomego :) W każdym razie większą radość sprawiła mi Afrykanka, chyba babcia, i jej dziecko. Mała dziewczynka była mega słodka,a jej opiekunka zachęciła ją, żeby ta się ze mną przywitała, więc złapałam kilka buziaczków wysłanych w powietrze i odpowiedziałam na 'ola menina' -'cześć dziewczyno'. Może jak to opisuję to już nie wydaje się takie słodkie, ale uwierzcie było. Tutaj o wiele łatwiej o pogawędkę czy taki miły gest jak 'dzień dobry' czy 'cześć'. Szczególnie gdy tutejsi widzą, że jesteś niestąd, więc zawsze każdy się mnie pyta czy jestem z Rosji albo Holandii. Wtedy rozpoczynam moją ulubioną zabawę, czyli zachęcam osobę pytającą do dalszego zgadywania. Bardzo często Polska zostaje w jakiś sposób pominięta lub zapomniana. Chociaż właściciel baru w Lizbonie kojarzył Gdańsk i sam zagadał o L. Wałęsę oraz Solidarność i stocznię :) 

Z krótkich codziennych wydarzeń, najlepsze było to: w tym tygodniu starałam się jak najwięcej władać językiem portugalskim.  Ile można się uczyć tego samego materiału, ciągle z tych samych źródeł. Miałam wrażenie, że wszystko umiem, jednak oceny wskazywały inaczej. Stwierdziłam, że powodem jest brak praktyki w pisaniu i w mówieniu. Dlatego też do współlokatorek pisałam smsy tylko w ich języku. Raz dwie z nich poszły do tutejszej biedronki na zakupy, miały ode mnie listę czego potrzebuję. Ale jak to ja zachciałam czegoś później, więc wysłałam smsa o treści : 'proszę dodać do listy: tuńczyk. duża, żółta puszka, szpinak...'. Niestety Maf nie odczytała wiadomości w  sklepie, więc w domu poprosiłam ją, żeby chociaż sprawdziła czy napisałam listę poprawnie gramatycznie. Tak też zrobiła , przy okazji dusząc się ze śmiechu. Po czym spytała mnie co miałam na myśli pisząc 'boceta'. Odpowiedziałam, że chodziło mi o puszkę, o konkretny rodzaj i wyjaśniłam, że znowu mój słownik coś nawalił. Pod hasłem 'puszka' w polsko-portugalskim słowniku miałam hasła: 'lata' i 'boceta'. Z czego do drugiego wyrażenia był przykład puszka Pandory. No to jak był przykład to wydało mi się to takie odpowiednie. Niestety słownik najwyraźniej jest jakiś trefny, bo 'boceta' w brazylijskiej wersji portugalskiego oznacza 'cipka'. Proszę wrócić do poprzednich linijek i zobaczyć co zamówiłam :D




nawiązując do puszek :D





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz