Zeszły tydzień moja zła karma mnie nawiedziła-tzn. przeziębionko. Poszłam do lekarza tym razem sama i na początku nawet się dogadywałam, ale później miałam wrażenie, że pani doktor na moje jakiekolwiek pytania odpowiada 'tak,tak' :P Z powodu niekończącego się kaszlu i cieknącego nosa obawiałam się czy wyruszę w weekend na wycieczkę z Rahel, koleżanką ze Szwajcarii. Plan był piękny trzy dni-trzy miasta :
Guimarães, Braga i Barcelos. Ostatnie niestety nienawiedzone,a tak chciałam zobaczyć masę kogutów. Poza tym mama kazała mi opowiedzieć Wam legendę o kogucie z Barcelos, skoro miałam nawiedzić to miasteczko. Zamierzam się tam wybrać w przyszłości, tym razem pogoda i kiepskie godziny autubusów uniemożliwiły wypad. Dla chcącego nic trudnego,ale moja kompanka nie chciała wracać w niedzielę zbyt późno, więc nie zobaczyłam mojego ulubionego symbolu Portugalii :( Spostrzegawczy na pewno przyuważyli koguta na moim szablonie :)
 |
| Galo e eu em Guima :) |
Guimarães (gimarajsz) zwane przeze mnie czule Guima czyt. gima. Zdecydowanie mogę nazwać moim ulubionym zaraz po Porto oczywiście. Guimarães to według mnie śliczne nieduże miasto. Wąskie uliczki i piękne budynki. Piękne na swój sposób, portugalski rzecz jasna i o to chodzi!:) Guima to pierwsza stolica Portugalii, która później została przeniesiona do Coimbry, a także miejsce narodzin pierwszego króla Portugalii czyli Afonso Henrigue. Znajduje się tam zarówno zamek jak i pałac książęcy. Najładniejsze są oczywiście nieznane uliczki no i plac Oliveira w centrum miasta. W Guima urodziła się i mieszka jedna z moich współlokatorek-Paula. Dlatego też zatrzymałyśmy się u niej w domu w piątek. Jako, że przybyłyśmy tam wieczorem wizyta zaczęła się od kolacji z prawdziwą portugalską rodzinką. Spodziewałam się tylko rodziców Pauli oraz jej brata,ale była także ciocia i wujek. Było świetnie, oczywiście wciskano nam jedzenie na siłę,a jako gościom nie wypadało odmawiać, bo gospodarze poczuliby się urażeni. Tak, więc uczta była obfita, a po niej jeszcze deser. Później kawa na mieście z chłopakiem Pauli i ich kolegą. Było bardzo miło, tym bardziej, że chłopaków znam. Niestety lało jak z cebra. Dla tych co myślą, że mam tu lato cały rok-niemożliwe! Leje nie ma, fakt nie mam temperatury na minusie, ale leje jak w Londynie..
W sobotni poranek pogoda zdecydowanie dopisała. Za dnia miasto jest jeszcze piękniejsze. Niestety nie mam dużo zdjęć (z Bragi niemalże żadnego), ponieważ aparat mi padł. Jak dostanę fotki Rahel to może się pochwalę. Co do Bragi to podobno jedno z najstarszych miast. Również mi się podobało, bo miało kilka placów, szczególnie jeden duży niczym deptak. W sobotę pod wieczór było tam pełno ludzi i czuło się, że to miasto. W Coimbrze jest masa studentów, także skupiska ludzi widać w okolicach wydziałów oraz nocą przy/w barach. Dlatego też w Bradze poczułam się przez chwilę inaczej i nie było to tylko moje odczucie. Sobotnią noc spędziłyśmy korzystając z couch surfing, u bardzo fajnego Portugalczyka Mauro, który gościł w tym czasie swoją brazylijską dziewczynę Natalie. Z nim rozmawiałyśmy głównie po angielsku, ponieważ od tego języka zaczął, za to z dziewczyną po portugalsku w odmianie brazylijskiej. Odzwyczaiłam się już od tej wersji. Mimo, że na początku upierałam się, że wolę tę odmianę bardziej niż portugalski europejski. Był to za pewne wpływ capoeiry. Spędziliśmy w czwórkę miły wieczór, ale na miasto wyruszyłam tylko ja i Rahel. Niestety nocna Braga mnie nie zachwyciła, wyszłyśmy zbyt późno, nie znałyśmy zbyt wielu miejsc, do których można było iść. Pobawiłyśmy się chwilę w barze akademickim. Jedyne co mi się tam podobało to tanie piwo i duża przestrzeń oraz wstęp wolny. Reszta mega słaba- muzyka jakaś zamulona (chwała, że puścili waka-waka :P) bardziej się wydurniałam udając, że jest fajnie i miejąc ubaw z ludzi. Od krasnoludków z liceum po jakiś staruchów, czego w Coimbrze aż na taką skalę nie widziałam. Bez obrazy polscy licealiści,ale tutaj poznałam po wzroście i buźkach, że ludzie są młodsi nawet ode mnie. W niedzielę po zimnej nocy i krótkim śnie spędziłyśmy deszczowy dzień w Bradze i wróciłyśmy pod wieczór do Coimbry. Niestety jak słusznie zauważyła pewna koleżanka Paulina - w ciągu tygodnia jest ładna pogoda, a w weekend pada.
Poza tym to ciągle mam problem z doborem przedmiotów na II sem mimo, że ten trwa już od tygodnia... Zapowiada mi się więcej egzaminów z racji tego, że mam do wyboru tylko jeden przedmiot wykładany po angielsku, na dodatek jest to ekonomia... a godziny zajęć są wręcz IDEALNE dla studentów z wymiany. Podsumuję to tylko opinią Melanie z Niemiec, która dziś dołączyła do mojej grupy z języka angielskiego : ' Oh my God, 9 o'clock is too cruel for me to have classes, but at 8?! I have no words.' Tak, na rodzimej uczelni miałam zajęcia na 7.30 kilka razy w tygodniu i przeżyłam, ale nie oszukujmy się drodzy Państwo tutaj żyje się troszkę inaczej. Wszystko robi się z pewnym naturalnym opóźnieniem : pora jedzenia, imprezowania wszystko dzieje się późno, automatycznie pobudka też. A bliscy znają mój entuzjazm do wstawania z łóżeczka...:)
 |
| jakaś przypadkowa babiczka, uwielbiam starszych ludzi,a w Portugalii jest ich pełno! |
 |
| z Paulą na zamku |
Guima
 |
| Braga- pani sprzedająca kasztany, tak tutaj się je pieczone kasztany, ale ja nie jestem zbytnią fanką. |
 |
| znowu w Guima |
Mała rada na przyszłość: zawsze bierzcie ze sobą śpiwór-nawet jak ktoś mówi, że ma dla Ciebie pościel. W przypadku Pauli sprawdziło się to świetnie, miałam nocleg prawie jak w polskim domu,czyli ogrzewanko i cieplutka pościel, jednak u Mauro dostałyśmy jakieś prześcierdełka i koc.
A gdzie ta masa komentarzy, tych co mieli tak tęsknić?:P Taka postawa nie motywuje do pisania moi mili.
Pozdrawiam. Wreszcie notka w całości, a to już czwartek...a środą była taka piękna, bo słoneczna. Przykro mi, że w PL w niektórych miejscach dochodzi do -27! Wysłam trochę ciepła :*