| Galo e eu em Guima :) |
W sobotni poranek pogoda zdecydowanie dopisała. Za dnia miasto jest jeszcze piękniejsze. Niestety nie mam dużo zdjęć (z Bragi niemalże żadnego), ponieważ aparat mi padł. Jak dostanę fotki Rahel to może się pochwalę. Co do Bragi to podobno jedno z najstarszych miast. Również mi się podobało, bo miało kilka placów, szczególnie jeden duży niczym deptak. W sobotę pod wieczór było tam pełno ludzi i czuło się, że to miasto. W Coimbrze jest masa studentów, także skupiska ludzi widać w okolicach wydziałów oraz nocą przy/w barach. Dlatego też w Bradze poczułam się przez chwilę inaczej i nie było to tylko moje odczucie. Sobotnią noc spędziłyśmy korzystając z couch surfing, u bardzo fajnego Portugalczyka Mauro, który gościł w tym czasie swoją brazylijską dziewczynę Natalie. Z nim rozmawiałyśmy głównie po angielsku, ponieważ od tego języka zaczął, za to z dziewczyną po portugalsku w odmianie brazylijskiej. Odzwyczaiłam się już od tej wersji. Mimo, że na początku upierałam się, że wolę tę odmianę bardziej niż portugalski europejski. Był to za pewne wpływ capoeiry. Spędziliśmy w czwórkę miły wieczór, ale na miasto wyruszyłam tylko ja i Rahel. Niestety nocna Braga mnie nie zachwyciła, wyszłyśmy zbyt późno, nie znałyśmy zbyt wielu miejsc, do których można było iść. Pobawiłyśmy się chwilę w barze akademickim. Jedyne co mi się tam podobało to tanie piwo i duża przestrzeń oraz wstęp wolny. Reszta mega słaba- muzyka jakaś zamulona (chwała, że puścili waka-waka :P) bardziej się wydurniałam udając, że jest fajnie i miejąc ubaw z ludzi. Od krasnoludków z liceum po jakiś staruchów, czego w Coimbrze aż na taką skalę nie widziałam. Bez obrazy polscy licealiści,ale tutaj poznałam po wzroście i buźkach, że ludzie są młodsi nawet ode mnie. W niedzielę po zimnej nocy i krótkim śnie spędziłyśmy deszczowy dzień w Bradze i wróciłyśmy pod wieczór do Coimbry. Niestety jak słusznie zauważyła pewna koleżanka Paulina - w ciągu tygodnia jest ładna pogoda, a w weekend pada.
Poza tym to ciągle mam problem z doborem przedmiotów na II sem mimo, że ten trwa już od tygodnia... Zapowiada mi się więcej egzaminów z racji tego, że mam do wyboru tylko jeden przedmiot wykładany po angielsku, na dodatek jest to ekonomia... a godziny zajęć są wręcz IDEALNE dla studentów z wymiany. Podsumuję to tylko opinią Melanie z Niemiec, która dziś dołączyła do mojej grupy z języka angielskiego : ' Oh my God, 9 o'clock is too cruel for me to have classes, but at 8?! I have no words.' Tak, na rodzimej uczelni miałam zajęcia na 7.30 kilka razy w tygodniu i przeżyłam, ale nie oszukujmy się drodzy Państwo tutaj żyje się troszkę inaczej. Wszystko robi się z pewnym naturalnym opóźnieniem : pora jedzenia, imprezowania wszystko dzieje się późno, automatycznie pobudka też. A bliscy znają mój entuzjazm do wstawania z łóżeczka...:)
| jakaś przypadkowa babiczka, uwielbiam starszych ludzi,a w Portugalii jest ich pełno! |
| z Paulą na zamku |
Guima
| Braga- pani sprzedająca kasztany, tak tutaj się je pieczone kasztany, ale ja nie jestem zbytnią fanką. |
| znowu w Guima |
A gdzie ta masa komentarzy, tych co mieli tak tęsknić?:P Taka postawa nie motywuje do pisania moi mili.
Pozdrawiam. Wreszcie notka w całości, a to już czwartek...a środą była taka piękna, bo słoneczna. Przykro mi, że w PL w niektórych miejscach dochodzi do -27! Wysłam trochę ciepła :*
zazdrosze Ci temperatury na plusie, bo u nas juz 3 tydzień na minusie. Ludzie juz nie wyrabiają, maja dosyć. Byłam w weekend na mazurach-tam dopiero jest horror! - 15 to norma ..brr. bez "prądu" nie da rady:P
OdpowiedzUsuńsuper masz foty! najbardziej podobają mi się te skały:)
OdpowiedzUsuń