Trochę się ostatnio dzieje. Już od tygodnia Laura- malaka jest w Coimbrze. Przyjechała w odwiedziny co mnie bardzo cieszy. Za kilka dni przylatuje moja siostra, więc zawitamy do Porto w przyszły weekend. Może nawiedzimy inne miasta w pobliżu, byłoby miło. Oby pogoda się udała, ponieważ dzisiaj było ponad 20 stopni. To byłoby coś pięknego, a ja dziś byłam w Serra da Lousã. W składzie 2Kasie, Tysia, Zuzia i Ana plus zwerbowani przeze mnie w nocy Guillermo (Argentyna), którego ochrzciłam dziś 'Giziu' i Arturo (Peru) :) Było bardzo sympatycznie. Poczułam się niczym za czasów harcerskich, wspinanie się pod górę ( nie to samo co łażenie non-stop pod górę tu w Coimbrze-które nie zawsze wydaje mi się atrakcyjne i moje kolana się przez to odzywają), piękna natura. Chwilami widoczki podobne do tych polskich :)
 |
| wagon gąsiennic- dosłownie z pół metra. dziwne zajwisko-żadna nie wychodziła poza szereg. |
 |
| dama przy stole- Alice ;) zdjęcie niepozowane :) |
Notka niedługa, ponieważ jak wieczorem wróciliśmy. Tak zostałam przekonana chwilę później do dwudniowego wypadu do Lizbony zahaczając o Fatimę (mama się ucieszy:)), Batalhę (podobno piękne miejsce) oraz przylądek Cabo da Roca, tym razem najbardziej wysunięty na zachód punkt na półwyspie Iberyjskim. Jeżeli pogoda będzie tak świetna jak była dzisiaj to świetnie. Dlategobardzo uradowana żegnam czule, ponieważ zbiórka o 8 rano :P co oznacza, że moja wycieczka wisi pod znakiem zapytanie, bo ciągle jestem niewyspana po saint partrick's day czwartku :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz